A kuku!
A ja sobie myślę "no ej - dobrze Ci tak!".
Noc ma swoją moc. Czasem dobrą, czasem złą. Dobra też nie jest taka dobra, bo wywołuje tęsknotę i lęk, że tak już nie będzie. Wczorajsza obiektywnie była zła.
Wypiłam za dużo (a raczej nie ile, a co i jak), pragnęłam bliskości za bardzo. Nie tańczyłam wcale. Zamiast spędzić noc na parkiecie, to spędziłam ją w łazience. Dzwoniłam do M., pisałam do K. Nie? To nie. To sobie bądź gdzie jesteś i nie przyjeżdżaj. Tak naprawdę nie pragnęłam ani Ciebie, ani Ciebie. Brak mi tylko było męskiego zapachu obok. Teraz czuję wstręt. Oni musza zniknąć z mojego życia. Przecież mi go trują.
Ale, ale... Ale...
I znowu w sercu jest pusto. Wolę umierać z tęsknoty, wolę się dławić uczuciami, wolę cierpieć z miłości (że co?) i wyobrażać sobie jak by to było. Aż szkoda stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością. Obraz może się rozpłynąć, zamienić w nicość. Znowu zostanie otchłań.
Ale, ale... Ale...
I znowu w sercu jest pusto. Wolę umierać z tęsknoty, wolę się dławić uczuciami, wolę cierpieć z miłości (że co?) i wyobrażać sobie jak by to było. Aż szkoda stanąć twarzą w twarz z rzeczywistością. Obraz może się rozpłynąć, zamienić w nicość. Znowu zostanie otchłań.
Rozczarowanie. Kimś. A może to lęk przed rozczarowaniem mną powoduje, że nigdy nie brnę w nic dalej? No... Jeśli komuś niby zależy. No bo jak to tak... Przecież nie wiem, czy pokazuję prawdziwy mój obraz. Może po prostu gram. Co będzie, jeśli przestanę grać? Ale jak nie grać? A może nie gram?
............................
I okazało się, że jest inaczej, niż myślałam... A chciałam w życiu już z człowiekiem nie gadać. Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Nie mam pojęcia. Nie teraz. Chyba wszystko mi obojętne już. Co to będzie? Co...? Co będzie, jeśli pragnienia się spełnią?
............................
I okazało się, że jest inaczej, niż myślałam... A chciałam w życiu już z człowiekiem nie gadać. Sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Nie mam pojęcia. Nie teraz. Chyba wszystko mi obojętne już. Co to będzie? Co...? Co będzie, jeśli pragnienia się spełnią?
Tak więc, cóżeś i jak wypiła, dziewczynko?
OdpowiedzUsuńRzeczywistość burzy piękne wizje, co?
Tyle, że też ma coś, czego w wyobraźni brakuje - dostarcza realnych, mocnych emocji, a czyż nie o to chodzi, by czuć, jak najpełniej, jak najintensywniej?
Nie grasz.
To jesteś Ty.
Pogubiona. Niepewna. Niepewna siebie, rzeczywistości, innych - ale, to ciągle Ty. Nawet, jeśli w to wątpisz.
Des
Na pusty żołądek - piwo + kilka kieliszków cytrynówki. A mi wiele nie trzeba w dodatku.
UsuńTak. Burzy strasznie. Rzeczywistość daje kopa, bo przekonuje, że to jednak nie jest to. Nie jest tak. Nie czuję tak.
Czuć jak najpełniej, jak najintensywniej mówisz... Jak jest normalnie, to jednak czegoś brakuje. Może dlatego tak trudno się wygrzebać z tych emocji i wraca się z powrotem. Świat mówi, że należy żyć życiem... Taki nakaz. Musisz i już, bo tak jest w porządku. Ale czy chcę?
Ja się często boję o to, czy gram, czy nie powiem czegoś przeciwnego i ktoś uzna mnie za hipokrytkę.
Dzięki. Może to rzeczywiście jestem ja. :)
Ja, niestety, zawsze mam łep mocniejszy, niż żołądek, choć i tak zazwyczaj wszystko wytańczę :)
OdpowiedzUsuńZakazy i nakazy. Ble! Mówić im stanowcze "STOP". Łazić pod prąd i tylko starać się otrzymywać jak najmniej mandatów, albo i wcale!
Normalność nudzi i męczy. Dążysz do niej, ale gdy zastajesz - nudzi i męczy, pora wiać...
"Świat mówi (...)" - Ty go nie słuchaj. Słuchaj siebie. Bądź w zgodzie ze sobą, o ile nie uderza to w Ciebie.
Ja też nonstopicznie obawiam się, czy nie udaję, nie kłamię, wydaję się być sobie sztuczną.
Hipokryzja? Ja jestem hipokrytką. Siedzę w czerni, ale innym wmawiam, iż może być pięknie, a przynajmniej - dobrze.
Hipokryzja jest zdemonizowana, a nie zawsze zła...
Des
Ha! Skąd ja to znam... Innym mogę "truć" jak może być pięknie. Mogę radzić co mają robić, przekonywać do czegoś, co prezentuję w przeciwieństwie. Czy to chodzi o związki, czy jedzenie... "Przecież ja świetnie sobie radzę. No to patrzcie!".
OdpowiedzUsuńNormalność nudzi strasznie. Być może dlatego uciekam od zwyczajnych wyjść, bo to nic ciekawego. Siedzę i się nudzę. Idę na miasto - nie wiem co w ogóle tam robię, po co tam przyszłam. Idę odwiedzić rodzinę - zanieście mnie domu. Idę spotkać się z kumpelami - często nie chce mi się gadać. Albo nie mam o czym. Lepsza impreza, alkohol i tak dalej. Choć pewnie i to się kiedyś znudzi. Co wtedy pozostanie? Nie wiem. Ale co tam się tym martwić...