poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Powtórka z rozrywki

z rozrywki. Jakże lubianej. Uwielbianej. Ubóstwianej...
Znowu ludzie są wrogami.
Znowu jedzenie jest dziś mym wrogiem i największą miłością.
Przerosło mnie coś. Co? Nie wiem dokładnie. Znowu wpieprzam jak głupia. Cztery bułki, chleb, chleb, czekolada, figi... Mam ochotę na pizzę i lody. Zabić, zabić! Co, co? Nie wiem! Znowu opętało mnie to "cudowne" uczucie. Niedopasowania, samotności. Chce mi się wyć łzami nienawiści. Do siebie? Być może. Nie jestem pewna.
Wzmocniła się chęć niszczenia siebie. Inna... Nie wiem jeszcze dokładnie jaka.
Gardzę, gardzę człowiekiem. Że niby dotyk? Nie, nie! Nie chcę! Fuj!
Nie od niego. Od nikogo dziś. Nie cierpię tego życia. Chciałabym uciec stąd jak najdalej...
Nie ma dokąd. Nie ucieknę od siebie... Może na chwilę, nie na dłużej. Zapomnieć się nie da. O czym? Żebym choć tyle wiedziała... A nie wiem nawet co mnie gryzie, wbija się w skórę niczym ciernie. Coraz więcej, coraz głębiej.
Nikt nie wie, nikt się nie dowie. Coś boli. Nie wiadomo co.

Powinnam sądzić, że wczoraj miło spędziłam wieczór. Z przyjacielem. Ale nie. Nie chciało mi się rozmawiać. Najchętniej zostawiłabym swoje ciało i odeszła. Niech gada automatycznie to, co powinno. Że niby ciało? Tak. Nie miałam siły. Coś żarło mnie w środku. "To nie ma sensu. To nie ma sensu. Nic nie ma". Żarty denerwowały, były żałosne w moim odczuciu. Jak każde słowo... Ja byłam równie żałosna. Pragnęłam wylać z siebie złość. Udawałam, że nie jest źle. Ciężko było i z tym.
I... nie wiem co ani z jakiego powodu to wszystko. Powinnam cieszyć się towarzystwem. Ale on za dużo wie. Nie powinien... A może to nie dlatego? Pojęcia nie mam. Nie mogę rozszyfrować mojego kodu kreskowego. Ceny nie znam. Przyjdzie mi zapłacić za to. Za siebie.
Byłam wyczerpana tym spotkaniem. Sobą wyczerpana. Albo raczej... brakiem siebie? Znowu stałam się jakąś kukłą przeze mnie nielubianą... Szłam do domu z płaczem w duszy. Marzyłam o Nim. "Niech się zjawi, proszę!" - powtarzałam w myślach. Niech mnie wybawi. Choćby ciałem swoim. Niech się stanie. Myśli nie działają. Nic nie działa. Nie ma magii w życiu. Jest tylko Ono, nędzne samo w sobie. 
Ten pisze, Ten pisze, Ten i Ten. A ja nie chcę. Mętlik w głowie. Chcę wszystkiego i niczego nie chcę. Wszystko jest zapełnianiem jakichś braków we wnętrzu.

A Ty, nowy człowieku, powiedz jakie ubranie założyć. Boję się Nowych. Nie lubię tego. Poznaję i panikuję, bo nie wiem, czy nie zrobię czegoś nie tak. To zbyt silne. Niszczące. Mój obraz może się rozmyć. Daj podpowiedź co założyć. Tak świetnie sobie z tym radzę... Jestem silna, jestem słaba. Jestem niezależna, jestem Tobą. Jestem spokojna, jestem buntowniczką. Jestem miła, jestem wredna.
Proszę, powiedz. Narazie czuję się przed Tobą naga. Znajomy. Nie znasz mnie.
Rozmowa o dzieciach. O wychowaniu. To już za dużo dla mnie. To zbliża... To buduje. A ja się boję budowania. Przywiązuję się, nie chcę, mam za Nic.

Tracę już siły nawet na przebieranki. Wczoraj nie wiedziałam co na siebie włożyć. Przyszłam naga. "Masz. Patrz. Tu jest pusto." Nie wiem, czy zobaczyłeś. A może jednak ukryłam, włożyłam na siebie jedynie Tajemnicę? W Twoich oczach...

Nie chcę ludzi. Albo i nie o nich chodzi. Nie chcę widzieć swojego odbicia w nich. Oceny. Chciałabym stać się niewidzialna. Obserwować, ale nie być. Potrzebuję. Unikam.
Potrzebuję ludzi, ale boję się ich wzroku... ICH cieleśnie. Swoich słów lub ich braku.
Może dlatego piszę tutaj, Tam i tam.
Samotność. Ona znika tylko wtedy, gdy unoszę się ponad rzeczywistość. Ponad swoją rzeczywistość? ... A gdzie jest ta "odpowiednia"? A może nie chcę tego wiedzieć?
Nie ma, nie ma, nie ma...
Świata nie rozumiem. Nie mogę żyć nie rozumiejąc po co.

Piąta, szósta. Nie, nie!
Już lepszy był cierń. W znaczeniu materialnym... Tę nienawiść widać gołym okiem, nie trzeba patrzeć na cyferki. Da się ją jednak ukryć i zwracać uwagę przez minus, a nie plus.

Boję się Boga wołać.
Boję się wiary.
Boję się dobra.
Boję się lepszego życia...

"Przepraszam" nie przechodzi przez gardło. Rozdziera.
Boli każdy dotyk. Każde słowo. I te dobre, i te złe.
Jak alergia... Tyle, że psychiczna.


5 komentarzy:

  1. Ten wpis mnie uderzył.

    Bardzo znajomo, dobrze, że podpisany Tobą, bo zwątpiłabym.

    Widzę, że jest źle.

    Stan nienawiści, niesprecyzowanej. Zdarza się...

    Kwestia cielesności? - zbyt obolała.
    Wiesz, że zaczęłam obejmować się własnymi rękoma i zaciskać kolana, strasznie mocno, bo to daje poczucie jakiegoś badziewnego wyizolowania i taniego bezpieczeństwa?
    Spróbuj... wówczas jest się nietykalnym...

    W co się ubrać?
    Spróbuj tak, by było wygodnie - ja wiem, że to arcytrudne, bo musi być efektownie 'dla nich', ale spróbuj choć raz tak, by było Ci chociaż trochę komfortowo...

    Współodczuwam.

    Trzymaj się...

    Des

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Des.

      Widzę. Widzę, że u Ciebie też niedobrze.

      Wypróbuję. Może pomoże. Narazie jakąś ulgę, bezpieczeństwo daje mi skulenie - leżenie w pozycji embrionalnej w kącie łóżka. Ale niech nikt nie patrzy z przodu. Plecami do świata.

      Żebym wiedziała kiedy jest mi wygodnie...
      Ubrałam ja raz się jak na mrozy. Albo przeciwnie - jak na upał. To raz sądziłam, że mi dobrze. Że to jest Moje ubranie. Za czas jakiś widziałam to znowu inaczej. Było strasznie niewygodne, choć to samo. I tak czytając stare wpisy w pamiętniku (inaczej bym się nie zorientowała, że te ubrania/przebrania nie pasują do siebie, choć wyglądają na pozór bardzo podobnie)poczułam się dziwnie... To ja jestem przy M. ubrana, czy przebrana? Nie potrafię sobie odpowiedzieć. Tylko nie wiem, nie wiem, czy. Czy ja zawsze się przebieram w stroje, czy po prostu ubieram się różnie.

      Usuń
  2. Tak..
    Embrionalnie też pomaga.
    Mi, szczególnie, jeśli nie w łóżku, to w wannie, ale - bez wody.

    Myślę, że przy M. jesteś ubrana.
    Tobie wydaje się, że jesteś sztuczna i przebrana.
    Ale to nieprawda.

    Des

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może. Chciałabym, aby tak było. Z pewnością doprowadza mnie do skrajnych emocji - bardziej niż ktokolwiek inny. Tracę przy nim kontrolę nad słowami. Emocje są zbyt silne.
      Z tym, że on nadal jest dla mnie nadczłowiekiem. A kiedyś nim przestanie być... Kiedy będzie bliżej. O ile kiedyś to się stanie. Nie wiem, czy bym chciała. Dzisiaj w szczególności nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie (a może to wymówka).

      Usuń
  3. Póki jest Nadczłowiekiem, to - jest.
    Gdy zniży się do poziomu przeciętnego śmiertelnika - odejdziesz.
    Nie życzę Ci tego, ale to schemat.

    Nienawidzę tego momentu rozczarowania...

    Des

    OdpowiedzUsuń