Wczoraj było źle. Właściwie od kilku dni powoli topiłam się. Bałam się, że wszystko wróci. Ale nie poddałam się. Nie tym razem! Nie odmówiłam spotkania z przyjaciółmi. Miałam nadzieję, że te godziny spędzone z tymi dwoma ważnymi osobami pomogą, a nie, jak zwykle uważałam, zaszkodzą. Nie pozwoliłam, aby ten stan mną kierował i wyszłam sobie na przeciw mimo, że czułam się kiepsko. Pomogło. I to jak! Zdałam sobie też sprawę z tego, że często nachodzą mnie myśli, które mnie przygniatają i czuję się przez nie gorzej. Nabrałam jednak świadomości i zastąpiłam je innymi. A przede wszystkim - akceptacją. Jeszcze nigdy nie byłam tak świadoma siebie. Chyba mogę być z siebie dumna.
W gorszym samopoczuciu wracają moje paranoje jedzeniowe, ale i z tym sobie poradziłam, przynajmniej w praktyce. Co prawda, to obiadu nie zjadłam, a zamiast niego kromkę chleba trochę później, ale i tak dobrze, że nie skończyło się na warzywach od obiadu do kolacji. A i kolacja była.
Kiedyś jeszcze nadejdzie czas, kiedy złu humor będzie tylko złym humorem. Będę wiedziała, że odejdzie i nie będzie miał wielkiego wpływu na moje postrzeganie siebie, swojego ciała.Wiem, że mam w sobie dużo siły. Przecież jako dziecko byłam silna! Może aż za bardzo. Może za dużo słyszałam, widziałam, wiedziałam. Przerosły mnie ciągłe zmiany, przerosły mnie w pewnym momencie kompleksy i to, że wątpiłam, że ktoś lubi mnie naprawdę. Myślę, że w liceum akurat to poszło w dobrym kierunku. Przestałam czuć się niewidzialna, gorsza. ... czy to tylko za sprawą butów na koturnach, obcasie? Nie mam żadnego "ale" do mojego wzrostu dopóki nie stoję obok bardzo wysokich dziewczyn. Ale pewnie i one czują się nie raz źle, a niepotrzebnie. Także i nad tym chcę popracować i stać się swobodna nawet wtedy, kiedy nie dodaję sobie centymetrów poprzez takie, a nie inne buty ;).
Siła, siła... Ona jest gdzieś zakopana i powoli wychodzi na wierzch. Widzę, że gdzieś głęboko jest jej naprawdę wiele! Obym o niej nie zapominała i pielęgnowała ją. To ja trzymam w rękach ster i mogę sterować moim życiem. Oczywiście nie wszystko jest ode mnie zależne i z takimi sprawami należy się po prostu pogodzić, ale i wyciągnąć jak najwięcej z tego, nad czym mogę mieć kontrolę.
Życie - nadchodzisz dużymi krokami, nie opuszczaj już ani na krok! Nie pozwól, bym dała Ci odejść.
A teraz idę razem z mamą zająć się kimś. A później? Później upiekę coś dobrego. W końcu nieźle mi to wychodzi. :)
A teraz idę razem z mamą zająć się kimś. A później? Później upiekę coś dobrego. W końcu nieźle mi to wychodzi. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz