niedziela, 29 lipca 2012

Nie

Nie jestem domatorką. Nawet nie jestem fanką "mojego" mieszkania. Siedzę tu jednak zbyt często, bo to, co na zewnątrz nie ekscytuje. Nie pali. Nie jest niebezpieczne. Jest zbyt zwyczajne, aby oczy mogły się cieszyć. Jest nijakie. Szukam, smakuję, wypluwam. Niedobre. Nudne. Trzeba wrócić do swojej kryjówki. Chyba, że akurat żyję w uniesieniu (które w końcu i tak się obrzydza, bo coś tu niemiło pachnie), kiedy najchętniej non stop byłabym poza domem. Byle tu nie wracać, bo wtedy jest pusto i kompletnie nie mogę się odnaleźć. Na ogół jednak...
Tu jestem bezpieczna. Ej! Przecież lubisz niebezpieczeństwo. Nie rozumiem o co chodzi. Nieważne. Następny zgrzyt. Niejasność, która doprowadza do poczucia obręczy na głowie. Narazie tylko delikatnie mnie ściska i mam poczucie, że zaraz zemdleję. Niedobrze mi. Muszę się położyć. Robię się nagle głodna. To dobrze. Dopóki nie tracę przytomności, to głodna mogę być. Gorzej, jeśli to nie minie i będę musiała zjeść coś, co nie było w moim planie...
Nałogowo czytam - blogi, książki, fora, cokolwiek. Nałogowo czytam, by nie zostać sama ze sobą.

W domu nie muszę udawać. Mogę jedynie pobyć wśród kłamstw błądząc wśród samej siebie. Chciałabym błądzić z, wspólnie, ale jak? Ale z kim? Zawsze coś nie pasuje. To przez oszustwo.

Znowu robisz z siebie ofiarę. Sama tego chcesz, prawda?
Chciałam pisać jeden post dziennie, ale za dużo myśli mam w głowie.

Kiedyś będzie lepiej. Będzie jeszcze więcej chaosu. Może rozum przestanie tworzyć kolejny pułapki, a może jednak będzie gorzej. Terapia zabiera wolność, tym bardziej mam ochotę kopać nogami i tworzyć chory świat, o którym nikt nie może wiedzieć. Oprócz terapeutki. Nie zniosłabym pozytywnych zmian. One i tak opuszczą. To się nie opłaca, coś nie pasuje, coś jest nie tak. Lepiej zrezygnować z takich rewolucji. Lepiej upaść. Nie będzie czego tracić. Lepsze życie mnie nie interesuje, bo jest lepszym życiem tylko w cudzysłowie.
Muszę zachować miano w miarę grzecznej, a nie grzesznej.

Mieć rude włosy, tatuaże, być chuda, mieszkać gdzieś daleko. W miejscu, gdzie nikt mnie nie zna, a oceny nie będą mnie obchodzić. Być całkowicie wolna (pozbyć się siebie całkowicie?)... Nie mieć hamulców. To aktualnie szczyt moich marzeń. Chciałabym mieć psa, którego będę kochać i będzie tylko mój. Miałabym się kim opiekować. Może zwierzałabym mu się z moich sekretów, a on nie patrzyłby z odrazą. Nie musiałabym się martwić o odrzucenie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz