wtorek, 21 sierpnia 2012

Że niby lepiej?

Jest, obiektywnie rzecz biorąc, lepiej. Pustka, czy inne coś sobie poszło. Nie wiem skąd przyszło, nie wiem dokąd uciekło. Opuściło po prostu. Bezdenna rozpacz duszy. Tak bym to określiła. Nie wiem jak inaczej... Patrząc na ostatnie dni widzę tylko czarną dziurę we mnie w środku. 
Nastał dziwny stan umysłu. Tak dziwny, że niekomfortowy. Co oznacza "normalnie"? Czy ten stan to właśnie ta normalność? Nie wiem, czy ją lubię. Czy kiedykolwiek polubię... Nie wiedziałam jak nazwać to uczucie, które mnie ogarnęło. Tak kombinowałam. "Spokój". Tak! To jest to. Raczej. A fakt ten bardziej mnie zaniepokoił niż ucieszył. Zupełnie nie ma to sensu. Wiem. A jednak tak czuję? Chyba. 
Boję się cokolwiek robić. Wiem, że byle co może mi zburzyć teraźniejszy obraz - akceptację świata, siebie? Nawet oglądanie gazety może być przyczyną problemu. Jednocześnie nie chcę tej jedności, źle mi z nią. 
Opanowanie, pojednanie zmysłów, emocji i umysłu? Jasność... Może jednak nie do końca, skoro niewygodnie mi z tym... 
Dziwne. Długo już nie byłam w takim stanie, nie licząc świeżych i wczesnych poranków. Może ktoś nazwałby to błogostanem... Hmm. Nie wiem, czy chcę to znosić.
Może nie przywykłam?
I dlaczego mam ochotę zajeść?
Powinnam się cieszyć, a nie rozpaczać i się bać? Tak mi się wydaje.
A może to dlatego mam ochotę jeść w tym momencie, bo chciałabym sprawdzić jak to jest zjeść coś dobrego i nie żałować? Iść tak po prostu na pizzę i rozkoszować się jej smakiem?
Czy może sprawdzanie rzeczywistości pod tym kątem to jednak prowokowanie samej siebie pod pretekstem czerpania przyjemności?
Przecież jakieś wytłumaczenie trzeba sobie wymyślić.

Jakiś ekscentryczny sen. Ekscentryczny chyba tylko w moim mniemaniu.
Tak, czy nie tak - życie wydaje się być nieprawdziwe, nierealne.
To jakieś Truman Show.
Wiem, że nie jest, ale jakoś tak...
Nie bardzo wiem jak to określić. Sama nie wiem co myślę w tej chwili.

Jakie są moje naturalne myśli? Te pierwotne... Bo ja nie wiem, które nimi są, a co w mojej głowie jest kwestią "tak powinnam myśleć". Pierwsze, spontaniczne myśli. Czy w ogóle takie mam?
Albo ja sobie jakiś scenariusz swojego życia wymyślam? Byle by było ciekawiej. Gram rolę główną w swoim własnym przedstawieniu. Jakoś tak mam wyrzuty sumienia z tego powodu. Może to wszystko jest jakąś moją grą? Ale nie... Przecież te emocje przychodzą same. Nie wymyślam ich sobie. Ja je tylko czasem kontempluję - jeśli już są obecne. A jak by to tak potraktować jak grę? Może cierpienie będzie mniejsze? Będę się bawiła w życie, a wtedy będzie łatwiej?
Głupio to wszystko brzmi. Sztucznie jakoś.

2 komentarze:

  1. Nie brnij w kolejne gry...
    Nie warto.
    Pogubisz się jeszcze bardziej...

    Nie potrafimy przeżywać spokoju, normalności, chwilowej błogości bez analizowania, co nie?

    Des

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe ;).
    Nie. To zbyt dziwne, żeby przeżywać ten spokój tak po prostu. Przecież coś tu "nie halo", coś tu nie gra.

    Dziś nie chce mi się już nawet grać, ale wczoraj ta opcja wydawała się kusząca.

    OdpowiedzUsuń