Hmm. Myśli wędrują to w tę, to w drugą stronę. Nie widzę tego tak bardzo, dopóki nie coś z kimś (nie fizycznie. właściwie to wcale. w dziewięćdziesięciu procentach to moja głowa i wyobraźnia). Usilnie staram się zatrzymać stan, ale jakoś tak... Nie umiem już obiektywnie ocenić, czy ktoś manipuluje, czy to ja jestem zła. Najbezpieczniej jest, kiedy wszystko zostaje w moich emocjach, wyobrażeniach.
Nie do końca umiem dzisiaj ułożyć myśli. Boję się tego, co jestem w stanie zrobić (a może tylko wiem, że powinnam się bać) i jednocześnie przepełnia mnie jakaś ekscytacja. Wiem ile taka ekscytacja mnie zwykle kosztuje, ale, ale... Nie chcę spadać! Pragnę tu zostać, zatrzymać czas, o. I chociaż siedzę teraz sama w pokoju, to jakoś tak mi dobrze. Ktoś się odezwał, ktoś miał przyjść. Dobrze, że tak się nie stało. Gdyby to zaraz - nie zdążyłabym się zbytnio bać. Ale że takie trwanie w przyjemnym oczekiwaniu może trwać jakieś 10 minut, nie więcej, to trzeba od razu, spontanicznie. Lubię, kiedy coś dzieje się niespodziewanie. Nie lubię czekać. Nie wiem kiedy najdzie mnie na inny stan i będę nie do życia, nie do rozmowy i będę chciała tylko uciec od tej gry. Albo tak tylko teraz myślę.
To ten stan, kiedy planuję nowe ścieżki życiowe, które szybko tracą na znaczeniu i jakoś szybko o nich "zapominam". Wystarczy, abym przeczytała czyjś post, artykuł w gazecie i buduję nowy plan na życie. Odkąd pamiętam nie byłam trwała, choć uparta, kiedy czegoś nie mogłam dosięgnąć, mieć. Teraz już nie wierzę jednak tak bardzo w swoje ambitne wizje przyszłości, bo znam to aż za dobrze. Wcześniej przynajmniej miały sens. Na chwilę. Teraz tylko udaję, że go mają.
I nie wiem już dlaczego tak ze szkołą... Czy to stany depresyjne, czy jednak to, że powiedziałam sobie, że moim celem będzie pokazanie światu, że bez matury i skończonego liceum można coś osiągnąć! Przecież będę projektować strony i dużo zarabiać...A że ludzie popukają się w czoło na wydźwięk takich słów, to lepiej jest się kryć... Ale ale... Przecież... Nie wiem. Naprawdę nie wiem gdzie tkwi prawda. Poproszę jakąś nawigację. Może być i tania, byle sprawna.
Moja głowa to pułapka. Z drugiej strony - nie wiem, czy chcę to zmieniać. Nie dziś.
Może naprawdę nie widzę rzeczywistości, a żyję iluzją i złudzeniami. Mój świat rządzi się swoimi prawami i teoriami. Wszystko to, byle nie widzieć prawdy i nie myśleć o tym, o czym myśleć powinnam.Chcę mieć spokój od tych wszystkich "trzeba", "należy"!
I znowu jem, jem, jem udając, że to nie ma znaczenia. A może rzeczywiście nie obudzę się z tego snu z wyrzutami sumienia i nie popędzę do WC. A może tego jeszcze bardziej powinnam się lękać. I tego, że w ten sposób urosnę to gigantycznych rozmiarów. Pytam siebie "jak wygląda świat w prawdziwych wymiarach?". Ja wciąż zwężam go do jednego olewając resztę. Tak mi się zdaje. Może źle myślę. W dodatku tym "jednym" nie jest już zwykle nowa pasja (w nie już inwestować nie bardzo potrafię, bo o ile kiedyś miałam zapał przez jakiś czas, tak teraz gaśnie on tak szybko jak się pojawił), a inne sprawy, takie jak jedzenie, miłość, która nie jest miłością albo kupno produkty A lub B. Coraz słabiej wychodzi mi skupienie się na tym, na czym ludzie zwykle się skupiają. I wychodzi im to na dobre.
W skrócie - nie wiem jak żyć. A bezpiecznie czuję się tylko pod maminą kiecą. Chciałabym być niewidzialna i egzystować tylko rozumowo i duchowo. To cholernie głupie. ... czas, czas, czas.
I znowu jem, jem, jem udając, że to nie ma znaczenia. A może rzeczywiście nie obudzę się z tego snu z wyrzutami sumienia i nie popędzę do WC. A może tego jeszcze bardziej powinnam się lękać. I tego, że w ten sposób urosnę to gigantycznych rozmiarów. Pytam siebie "jak wygląda świat w prawdziwych wymiarach?". Ja wciąż zwężam go do jednego olewając resztę. Tak mi się zdaje. Może źle myślę. W dodatku tym "jednym" nie jest już zwykle nowa pasja (w nie już inwestować nie bardzo potrafię, bo o ile kiedyś miałam zapał przez jakiś czas, tak teraz gaśnie on tak szybko jak się pojawił), a inne sprawy, takie jak jedzenie, miłość, która nie jest miłością albo kupno produkty A lub B. Coraz słabiej wychodzi mi skupienie się na tym, na czym ludzie zwykle się skupiają. I wychodzi im to na dobre.
W skrócie - nie wiem jak żyć. A bezpiecznie czuję się tylko pod maminą kiecą. Chciałabym być niewidzialna i egzystować tylko rozumowo i duchowo. To cholernie głupie. ... czas, czas, czas.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz